Jakoś wszystko to zbyt łatwo przyszło. Nad wyraz łatwo znalazłam się w tym miejscu, z Tymi Niebieskimi Oczami, tak naturalnie, że aż niemożliwie. Nad wyraz łatwo zasiadam za tymi ławkami, w tych właśnie salach i słucham tych właśnie ludzi. Nad wyraz łatwo zaprzyjaźniam się z, w gruncie rzeczy, obcymi mi ludźmi. Nad wyraz łatwo zasiadam za kółkiem. Nad wyraz łatwo przyzwyczaiłam się do nieobecności ważnych osób. Nad wyraz łatwo jest mi trudno.
I czy właściwie jedna osoba potrafi zrekompensować nieobecność tysiąca innych osób w czyimś życiu? Najwyraźniej tak. Gdyby nie to, pozostałoby mi kupienie sobie masy kotów, z którymi bym żyła. A przecież nie jestem jedną z "Cat People", jestem raczej jedną z "Dog People". Szczególnie, że niektórzy mają uczulenie na kocią sierść.
Na kartonach od soku w Szkocji jest napisane: Co było pierwsze? Pomarańcz czy kolor pomarańczowy? Czy ktoś zobaczył pomarańcz na drzewie i zdecydował nazwać tak kolor? Czy może ktoś zobaczył pomarańcz i zdecydował, skoro była pomarańczowa, nazwać to pomarańczą? I czy "Orange" nie jest tak poza tym śmiesznym słowem? I czy słonie są nieszczęsliwe czy po prostu tak wyglądają?
Żałuję, że w Polsce nie ma takich kartonów od soku.
Bo w mojej głowie panuje totalnie niekompletny Chaos. Szczególnie po wypiciu kawy. Wtedy wystarczy podać temat. Dla przykładu: gitara. Gitara. Lubię gitarę. Dawno nie grałam na gitarze. Może by zagrać coś Foo Fighters? Uwielbiam Foo Fighters. W Berlinie było cudownie. Niemcy. Ciekawe co u Wujka. Inny Wujek zostawił nam samochód. Stłuczka. To nie był dobry dzień. Ktoś ogląda Władcę Pierścieni. Gdzie jest mój pierścionek? Chciałabym sobie kupić jakieś korale. Dziś noc wyprzedaży w Galerii. Nie lubię zakupów, spędza się na nich za dużo czasu i zawsze jest gorąco. Chciałabym, żeby było gorąco, bo jest mi strasznie (przerażająco!) zimno. Poprawna polszczyzna [bo nie mówi się "strasznie" w takim kontekscie, gdyby ktoś zgubił wątek przyczynowo - skutkowy, który dzieje się w moim mózgu - przyp. aut.] i łacinszczyzna. Niedługo kolokwium. Tak właśnie potrafię dojść do koła z łaciny, wychodząc od czagoś zupełnie przyjemnego, jak gitara.
I nie wierzę, że nie mogę przetrzymać tego, co najgorsze. Zawsze mogę, najwyraźniej. Przez chwilę jest źle, a potem przechodzi. I jakie to dziwne, że nastrój potrafi się zmienić w ciągu sekundy, dosłownie sekundy. I czy nastrojem kieruje mózg czy serce? I czy rozum usadowiony jest w głowie a uczucia w sercu? Czy może któreś z tych usadowione jest w jelitach, jak w literaturze staropolskiej? I po co własciwie rozmieszczać w ciele rozum i uczucia? Przecież to i tak metonimia.
I wszyscy jesteśmy (nie, nie, nie, nie Chrystusami) egoistami. Wszyscy kłamią do tego wszystkiego. Kłamiący egoiści. Egoistyczni kłamcy. Egoizm, egotyzm, egocentryzm. Moja opinia, moje słowa, moje życie, moje szczęście, moja miła, mój miły, moja twarz, moje serce, moje, moje, moje.
A ja po prostu chciałabym się poczuć znów Najważniejsza. Tak jak Tamtego Wieczoru.
Ale co z tego, skoro, ogólnie rzecz ujmując, jestem Nad Wyraz Szczęśliwą Kawoholiczką?